liczba stron:206
wydawnictwo:Lampa i Iska Boża
rok wydania:2003
Jest to kolejna książka przeczytana z przymusu. Na zajęciach oglądaliśmy ekranizację "Wojny polsko -ruskiej..." i ta nie bardzo przypadła mi do gustu. Dopiero teraz, gdy poczułam zbliżające się kolokwium zaliczeniowe zmobilizowałam się i sięgnęłam po książkę. Kolejnym argumentem przemawiającym za tym, żeby jak najpóźniej przeczytać "Wojnę polsko-ruską..." było to, że sama autorka nie bardzo przypadła mi do gustu.
"Wojna polsko-ruska..." jest kolejnym dowodem na to, że czasem ekranizacja psuje książkę i odpycha od jej przeczytania. Po skończeniu lektury byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Czytało się ją lekko, przyjemnie i nie była tak bardzo męcząca jak film.
Zastanawiam się cały czas nad jedną rzeczą. W książce tej znaleźć można wiele błędów i ciekawi mnie czy to błąd wydawnictwa i niedokładna korekta czy to taki styl Masłowskiej (bo u niej już chyba nic mnie nie zdziwi).
Jedyne, co może trochę mnie denerwowało i męczyło jednocześnie był sam język. Niektóre wyrażenia i sposób złożenia zdań sprawiał, że miałam ochotę zamknąć i oddać książkę do biblioteki. Jednak ogólne wrażenie jest bardzo dobre ;)
Polecam ;)
Książka zalicza się do wyzwań:
Przeczytam tyle,ile mam wzrostu (2 cm) pozostało 124,8cm
Wyzwanie biblioteczne
Klucznik
Z literą w tle
Hej, to zdecydowanie język powieści, a nie brak korekty ;-). Zajmowałam się tą powieścią jako jedną z trzech w mojej pracy magisterskiej. Pisanie Masłowskiej poznałam kilka lat temu, a film - dopiero z chęci skonfrontowania poetyki, podczas tworzenia pracy dyplomowej. Nie obejrzałam do końca, brzydził mnie i męczył. Co do książki - na pewno jest ciekawa dla badacza. Choć język jest miazgą, czymś kakofonicznym i brutalnym jednocześnie, warto dostrzec w nim, że jest zlepkiem języka telewizji, reklam, szkoły i środowiska barowego. Nietypowe konstrukcje, a także dziwne jak na użyte przez dresiarza słowa, świadczą o tym, że Masłowska gra ze swoim odbiorcą, a narrator i bohaterowie ani przez chwilę nie mieli być realni. Stąd pomysł ekranizacji, na której nie da się przedstawić tak dobranej konwencji literackiej, uważam za mocno nietrafiony. Pozdrawiam. Magda
OdpowiedzUsuń