Czytam
od momentu, gdy opanowałam tą umiejętność. Rodzice chyba nigdy nie czytali mi
na dobranoc, przed snem. Sama, po tylu latach zastanawiam się po kim
odziedziczyłam miłość do książek i przedmiotów humanistycznych ;)
Może i
byłam innym dzieckiem, bo w wieku dziewięciu lat zamiast lalek życzyłam sobie
na urodziny i święta książki. Wiele książeczek, które mam do dziś dostałam od
dziadków. Sporo kupowali mi także rodzice, jako, że od małego o nie dbałam i
stan większości książek mimo tylu lat jest bardzo dobry.
Obiecałam
sobie, że zachowam je wszystkie dla mojego dziecka i postaram się wzbudzić w
nim miłość do książek po matce ;)
Laura Łącz „Bajki i wiersze na
cztery pory roku”
Książka
(jak widać) bardzo bogato ilustrowana. Z tego co wiem sama treść bajek chyba do
mnie nie przemawiała.
"Bajki o zwierzątkach"
Z tego
co pamiętam do niej także nie zaglądałam często. Może po prostu bajki w niej
przeznaczone są dla dzieci kilkuletnich, ponieważ była ona dodatkiem do gazety "Mamo to ja"
"Baśnie Andersena"
Genialne
wydanie baśni, które zna chyba każde dziecko. Do tej książki dla odmiany
zaglądałam bardzo, bardzo często. Dostałam je od dziadków na któreś z kolei
urodziny.
Seria „Perły literatury dla
dzieci”
Grube
okładki i papierowe kartki. Lubiłam je. Chyba bardziej „Małą syrenkę”.
Bajki Disneya
Mało
tekstu i dużo obrazków. Obszerna księga. Duża i ciężka ;). Ją także lubiłam
.Przeznaczona raczej dla maluchów, które uwielbiają oglądać obrazki. Kiedyś
czytałam je mojej kuzynce. Po przyjrzeniu się obrazkom kazała przewrócić na
kolejną stronę ;)
„Martynka i wróbelek”
Uwielbiałam
ją. Z tego co kojarzę inne przygody Martynki nadal są dostępne w sklepach. Mama
kupiła mi ją z pakiecie z woreczkiem/torebką.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz