Liczba stron:383
Wydawnictwo:Nasza Księgarnia
Rok wydania:2010
Jak zdobyłam:wypożyczyłam z biblioteki
Do przeczytania tej książki zachęcił mnie opis na tylnej okładce.Dowiadujemy się z niego,że głównym bohaterem jest ojciec wraz ze swoim autystycznym synem,a ja od czasu do czasu lubię przeczytać taką ambitną książkę.
"Czy "wyleczenie" jest zbyt mocnym słowem?Być może "uzdrowienie" byłoby lepsze.Otrzymał zdrowie,nie lekarstwo.Rowan wciąż jest autystykiem.Jego charakter,jego liczne talenty są nierozerwalnie związane z autyzmem.Został uwolniony od okropnych dysfunkcji,które go dręczyły-braku kontroli nad emocjami i zachowaniami,od neurologicznych burzy ogniowych,niepokoju i nadpobudliwości"
str.367
Diagnoza,którą postawiono u kilkuletniego wówczas Rowana obróciła świat jego rodziców o przysłowiowe 180 stopni.Dziecko,które nie potrafi samo się załatwić,nie reaguje na swoje imię,boi się obcych i jest zamknięte we własnym świecie potrzebuje stałej opieki.Rupert i Kristin starają się walczyć z chorobą syna.Bardzo chcieliby być normalną rodziną.
Mały Rowan nawiązuje wyjątkową więź ze zwierzętami ,która-jak się później okazuje staje się lekarstwem na jego autyzm.Rupert postanawia postawić wszystko na jedną kartę i wyruszyć wraz z synem i żoną w daleką podróż,która ma wyleczyć Rowana.Po spotkaniach z licznymi szamanami,modlitwach i wielu,często niebezpiecznych momentach chłopiec wraca do zdrowia...
Książkę tę przeczytałam z zapartym tchem "od deski do deski".Jest napisana bardzo fajnym językiem.Dodatkowo można wyciągnąć z niej wiele ciekawych informacji.
Książka zalicza się do wyzwania:
"Wyzwanie biblioteczne"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz